Nie mamy kontroli nad naszym ciałem, które raz wypręża się w pierwotnych rozkoszach, a zaraz rozdziera się pełne bólu. Nie potrafimy odróżnić słodkiej euforii od nadchodzących do ust gorzkich wyrzutów sumienia. Działamy wbrew sobie, gwałcąc utrwalone wcześniej zasady i buntując się przeciwko sobie samym. Kim my właściwie jesteśmy? Nienawidzimy siebie tak bardzo, że świadomie dążymy do autodestrukcji?
W głowie słyszę tylko szybki puls, krew obija się o ściany tętnic, jakby chciała je rozerwać. Ciemność pokoju zapewnia mi stateczność, lecz tej nocy już nie zasnę, może następnej. Boję się odbicia w lustrze, bo twarz ta coraz bardziej przypomina obcą i nie poznaję już swojego spojrzenia.
...
OdpowiedzUsuń