niedziela, 8 sierpnia 2010
dear God, I hate myself.
Jest sierpień. Ptaki, pomimo pojawiającego się od czasu do czasu deszczu, obwieszczają swoim radosnym śpiewem obecność lata. Gałęzie drzew tańczą w tym lekkim, płynnym tańcu z wiatrem, a ich zielone liście mienią się w słońcu jak dwugroszówki wrzucone do fontanny na szczęście. Zamykam się, szukając ukojenia w śnie, jak bezbronne zwierzę, i wolę przeczekać tam życie. Budzą mnie tylko telefony zatroskanych ludzi, którzy przychodzą z pomocą i kilkoma dowodami zdrady cielesnej, ale staram się nie panikować. Tylko to mi już zostało, niebo wylewa łzy za mnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Patrz, listopad, a tak niewiele się zmieniło.
OdpowiedzUsuńDalej czasem pada, ptaki są radosne bo głupie, ukojenia szukać można tylko w śnie, a liście się mienią choć nie zielone, a bardziej w odcieniu wyżej wymienionych dwugroszówek.
Patrz. Listopad. A wszystko dalej taki sam chuj.