Czas mija tak szybko, że nie zauważyłam nawet, że liście zżółkły i pospadały na mokre chodniki. Temperatura przeraźliwie mrozi ciało, a słoneczne dni są tylko substytutem minionego lata. Zaczyna się jesień – pora niewątpliwie chłodna, lecz racząca wszystkich ciepłem naturalnych barw. Ten czas kojarzy mi się ze spacerami po centrum miasta, uderzającym zapachem smakowych papierosów, ciepłą wódką i długimi wieczorami spędzonymi na chandrze. Wspomnienia powracają przy oglądaniu starych fotografii robionych jeszcze aparatami na kliszę, tych chwil zapomnianych i, wydawałoby się cudownych, jednakże została po nich dziura w pamięci, pustka w sercu i kolorowa odbitka.
Alkohol pejoratywnie porusza moje neurony. Szybko się upijam, a potem nic nie pamiętam i nie wiem nawet, z kim rozmawiałam, a to wszystko przez te tabletki, które mi przepisał lekarz. Codziennie rano połykam połówkę i moje serce zaczyna wolniej bić, i oddech staje się spokojniejszy i mętlik w głowie zdaje się być bardziej uporządkowany we wszechobecnym bałaganie. Miłą odskocznią są wielobarwne długometrażowe sny, pełne abstrakcji, w których spotykam wszystko, czego mi trzeba i wszystko, czego się irracjonalnie boję, a jednak są one rzeczywiste i stosunkowo logiczne. Bardziej, niż ja sama.
Śniegu jeszcze nie ma, chociaż mamy ponad połowę listopada, a nawet deszcz nie pada zbyt często. W takim stanie wydaje mi się, że potrafię być na nowo samowystarczalna, lecz z każdym dniem potrzebuję ciepła i zrozumienia coraz bardziej. Boję się, że stanie się to przytłaczające i w końcu nas rozdzieli, choć, paradoksalnie, sama do tego doprowadzam. Zazdrość pożera mnie w całości, gdy nie znajduję ukojenia, ale muszę myśleć głową, a nie sercem, chociaż rozdziera mi się ono na niezliczoną ilość części. To uczucie rozrasta mi się w piersiach, wznosi gdzieś ponad powierzchnię ziemi i nie daje stąpać po twardym gruncie. Chodzę więc z tą głową nieograniczenie beztroską, wprost w silne objęcia, i nie wiem czy moje ciało jest nadal moim ciałem, czy już cudzym zapachem ciepłej skóry zmieszanej ze świeżym potem, i czy cudze nie jest już moim lekkim uniesieniem bioder i ciemnością pod przymkniętymi powiekami.
Śniło mi się, że jechaliśmy razem autobusem, ale to było w innej galaktyce, w zupełnie innym miejscu niż Warszawa. To przypominało jakąś Barcelonę, czy coś, ale byłeś dziwny, więc wysiadłam. A potem nie mogłam odnaleźć drogi do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz