Jakiś pies poszczekiwał za oknem, gdzieś w oddali, jakby wyczuł postapokaliptyczną atmosferę niepokoju, zapowiadającą burzę. Za oknem niebo było całkiem żółte, tak samo drzewa, bloki, chodniki i ludzie, a nawet wnętrze mojego małego pokoju w ten letni, ciepły, choć nieco deszczowy wieczór. Kolor otoczenia zdawał się działać uspokajająco, choć wiadomo było, że zaraz lunie i ciszę zastąpi huk masowo spadających na parapety i samochody kropel deszczu. Ja jednak lubię muzykę tej pogody, więc mi na rękę. Lubię też ten typowy zapach ,,po burzy’’, jak to się potocznie mawia, który w istocie jest zapachem ozonu obecnego na powierzchni ziemi. Przypomina trochę też woń świeżo skoszonej trawy, skąpanej w porannej rosie i wolnorosnących nieopodal przy strumyku ziół. Jaskółki nisko latają, na wysokości dziesiątego piętra, więc teraz już będzie padać, na pewno. Samiec komara, większy niż te gryzące bzyczące owady, których tak wszyscy nie lubią, próbuje włamać się przez okno. Pukam do niego w szybę, ale zdaje się, że ma ważniejsze sprawunki na głowie.
Niebo zmieniło w tym czasie barwę na błękitną, ale bardziej szarą, niż słoneczną, nabierając czerwieni na linii horyzontu. Światła powoli zapalają się w sąsiednich budynkach, przedzierając się nieśmiało zza gałęzi liściastych drzew, a reflektory przelatującego samolotu mrygają rytmicznie jak uszkodzona latarnia uliczna.
Pora wyjść z psem. Jak na ironię, właśnie zaczęło padać. Ale nie przeszkadza mi to i wychodzę. Nie widać śladu po wcześniejszej żółci, a szarość zmieniła się w czerń nocy. W powietrzu czuć zapach jeziora, pełnego ogromnych glonów i dziko rosnących chwastów przy brzegu. Mokry chodnik jak peknięte lustro odbija jasno fioletowe błyski, a każdy kolejny krok przypomina o coraz większej obecności wilgoci. Mokną mi stopy i włosy, ale nie przeszkadza mi to. Słychać wyładowania elektryczne, jakby zrzucał ktoś powoli ciężki gruz. Po chwili wracam do domu.
Siedzę w ciszy, słuchając głosu świata i paląc papierosa. Ktoś znowu zrzucił gruz z nieba albo jakby zawalił się jakiś ciężki budynek. Myślę, że chyba po raz pierwszy w życiu czuję się szczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz